Skąd się bierze bezrobocie w Polsce?




Bezrobocie jest w gospodarce rynkowej zjawiskiem naturalnym i nigdy nie może być zlikwidowane zupełnie. W świetnie działających gospodarkach zawsze jest około 3-5% ludzi (w Polsce w drugim kwartale 2014 według GUSu jest to niecałe 10%), którzy nie mają pracy. Zwykle już niedługo znajdą oni zajęcie a do grona bezrobotnych dołączą inni – a to z pracy wyrzuceni, a to osieroceni przez upadłe firmy. Potem oni również znajdą pracę itd… Takie bezrobocie jest zupełnie niegroźne i nawet „korzystne”, gdyż mobilizuje ludzi do lepszej pracy pokazując, że są tacy, którzy chętnie zajmą nasze miejsce. Poza tym groźba bezrobocia skłaniać może do podnoszenia swoich kwalifikacji, uczciwości. Kilka procent bezrobocia sprawia, że ludzie pracują wydajniej, społeczeństwo się rozwija, gospodarka działa coraz lepiej. Dwie grupy – biedni bezrobotni i ludzie bajecznie bogaci – są niezbędni dla rozwoju i bogacenia się społeczeństw. Jedni wyznaczają cel, inni depczą po piętach nie pozwalając pracującym spocząć na laurach i pogrążyć się w lenistwie i bezczynności.

Skąd się bierze bezrobocie?

Rządowe bajki o walce z bezrobociem są doprawdy śmiechu warte. Podstawowym problemem w Polsce są ogromne koszty pracy i potwornie nieelastyczne prawo. Aby zapłacić pracownikowi marne 1200zł, pracodawca musi wydać prawie drugie tyle na podatki, składki, ubezpieczenia i inne narzuty. W efekcie każdy pracownik kosztuje go dwukrotnie więcej niż powinien – stąd niechęć do zatrudnienia kolejnych kilku osób.

Druga sprawa to prawo pracy. Jest to archaizm z epoki wielkiego przemysłu, socjalistyczny absurd wyglądający dziś troszkę jak dinozaur co zawieruszył się w ZOO. Wystarczy powiedzieć, że kodeks pracy ustala takie same reguły zatrudnienia dla wielkich hut jak i małych warzywnych sklepików, identyczne dla redakcji internetowych portali i dla drwali pracujących przy wyrębie lasu. W dobie nowoczesnych technologii, pracy wykonywanej czasem w domu, przez Internet, w dobie dominującej w gospodarce roli usług i tysięcy nietypowych zajęć określony ustawowo czas pracy, reguły zatrudniania i utrudnienia przy zwalnianiu pracowników są gigantycznym głupstwem.

Kodeks pracy czyni też polskie firmy mniej konkurencyjnymi, a gospodarkę dusi gorsetem regulacji. Weźmy prosty przykład. W USA, gdy firma zaczyna przynosić straty a na rynku pojawiają się kłopoty, to pracodawca zwalnia kilka osób, firma łapie oddech, przeczekuje złe czasy i jakiś czas później znów można zatrudnić czasem nawet większą liczbę osób niż poprzednio. W Polsce zaś, gdy firma przynosi straty nikogo zwolnić nie można bez ogromnej odprawy, wcześniejszej zapowiedzi, zgody związku zawodowego itp. W efekcie pracodawca staje wobec kryzysu bezradny i patrzy jak pracownicy ciągną przedsiębiorstwo na dno, do bankructwa. Zamiast zwolnić kilka osób, niedługo potem pracę traci cała załoga firmy, a firma przechodzi w niebyt. Na odrodzenie się tych miejsc pracy trzeba będzie jeszcze długo poczekać…

Jak można walczyć z bezrobociem w Polsce?

Po pierwsze nie szkodzić. „Aktywna walka z bezrobociem” i wszelkie pomysły na „czynne zwalczanie bezrobocia” są wymysłem idiotycznym. Dlaczego? Otóż główną przyczyną bezrobocia są właśnie działania rządu! To wysokie podatki, duże koszty pracy, setki regulacji, sztywne i absurdalne czasem prawo, ciągłe jego zmiany – wszystko to osłabia gospodarkę, zniechęca ludzi do przedsiębiorczości i sprawia, że krzywa bezrobocia ciągle pnie się w górę. Jaka jest odpowiedź rządu? Otóż postanawia on dopłacać do niektórych pracowników, przygotowuje ulgi dla inwestorów, komplikuje jeszcze bardziej prawo i podnosi podatki. Efekt takich działań jest przeciwny do zamierzonego – zamiast bezrobocie zmniejszyć sprawia, że rośnie ono coraz szybciej. To skłania rząd do kolejnych „energicznych działań” i nowych „planów rozwoju gospodarki” podczas gdy gospodarka – zapamiętajcie to sobie dobrze – właśnie od tych wszystkich poczynań dusi się pod natłokiem biurokracji, podatków i praw!

To, czego potrzeba polskiej gospodarce to rząd, który zostawi ją w spokoju, zmniejszy podatki, zlikwiduje setki bezsensownych regulacji, uprości prawo i zabierze się do jego egzekwowania, a kodeks pracy albo uelastyczni i dostosuje do dzisiejszych realiów, albo po prostu zlikwiduje, bo stosunki pracobiorca-pracodawca można równie dobrze uregulować zwykłą umową, która na pewno lepiej przystaje do realiów, sytuacji finansowej firmy i jej charakteru niż opasłe tomisko kodeksu pracy sporządzone w zaciszu rządowego gabinetu.

Bezrobocie i prognozy na przyszłość

Wszystkie powyższe poglądy to najnormalniejsza logika i prawidła ekonomii. Niestety, w demokratycznym kraju logika i znajomość ekonomii nie są w cenie. Każdy polityk chce pokazać przed wyborcami jak walczy z bezrobociem, dlatego sięga po socjalistyczne środki – one są widoczne. Zmniejszyć zaś bezrobocie można tylko wtedy, gdy politycy odczepią się od gospodarki i pozwolą ludziom swobodnie kupować, sprzedawać, pracować i zatrudniać. Doskonale wiedzieli o tym Ludwik von Mises czy ekonomiczni nobliści: Fryderyk August von Hayek albo Milton Friedman. W Polsce gospodarczy liberalizm głosi np. Janusz Korwin-Mikke. Oczywiście nikt go nie słucha i urzeczywistnia się w Polsce myśl Sowella, że „socjaliści wymyślają nie istniejące problemy, zwalczają je, ponoszą klęskę, i winą obarczają antysocjalistów”. Tak to już bowiem jest, że prawda i logika nie jest mocną stroną wyborców, dlatego dopóki mamy demokrację – na normalność możemy nie liczyć. Pozostaje nam patrzeć na zmordowany zwalczaniem bezrobocia polski półsocjalizm, który – mówiąc słowami Kisiela – „bohatersko walczy z problemami nieznanymi w innych ustrojach”.



About

Nazywam się Marcin. Na tym blogu podejmuję tematykę finansów, psychologii i sportu. Zapraszam do komentowania i lajkowania moich wpisów.

View all posts by